intro

02/01/2022

Wydaje się to pozostawać całkowicie wbrew temu, jak ludzie podchodzą dziś do internetu – nie sądzę jednak, że w przyszłości wciąż tak będzie. Obecnie firmy maskują złożoność swoich procesów technologicznych, dzięki którym po cichu czerpią zyski z nadzoru, ucisku i depresji swoich użytkowników. Przyszłość to odzyskanie technologii dla wszystkich; technologii, która jest otwarta i zachęcająca do bycia budowaną samodzielnie. Chciałbym, abyśmy wzrastali w kierunku takiej właśnie przyszłości za pomocą wszystkiego, co nas łączy.

Zach Mandeville - Przyszłość będzie techniczna: background()

29 października 2021 roku, dzień po ogłoszeniu przez Marka Zuckerberga przemiany Facebooka w Meta, jechaliśmy z przyjaciółmi samochodem w góry. Byłem podjarany tematem rebrandingu do takiego stopnia, że na wysokości Rabki Zdroju wyrzuciłem z siebie dosyć gęsty wywód:

„Skoro Zuckerberg przejmuje narrację metaversu, zagarnia ją dla siebie i zamienia ją w brand, to znaczy, że coś się dzieje. O metaversie mówi się w bańce decentralizacyjnej już od paru lat jako o kolejnej iteracji internetu, w którego stronę coraz śmielej zmierzamy. Zuckerberg zagrabił pewien koncept, żeby wprost wszystkim oznajmić, jaki będzie internet jutra i tym samym uciąć wszelkie dywagacje. Prezentacja Zuckerberga była spotem reklamowym, a nie zademonstrowaniem nowej technologii. Właściwie, w swojej logice działania nie zmieni się za wiele. Zmieni się jedynie interfejs. Niemniej, skoro Zuckerberg sięga po narrację metaversu, to znaczy, że najpewniej coraz bardziej czuje oddech wyłaniającej się zza horyzontu web3 (czyli tych wszystkich blockchainów, tokenów i innych). To dobrze i źle. Dobrze, bo to znaczy, że pewne decentralizacyjne tendencje zyskują na sile i już wkrótce będą mogły zagrozić obecnym graczom. Źle, bo z obecną pozycją Facebooka i ich możliwościami obranie kursu kolizyjnego na świeży obszar usług web3 może okazać się wpłynięciem lotniskowca w grupkę ładnych, ale wątłych jeszcze żaglówek. A stąd już droga prosta w dystopijny techno-feudalizm...”

„No dobrze..” - przerywa mi kolega - „ale co to oznacza dla takiego przeciętnego użytkownika internetu jak ja?”

To jest bardzo dobre pytanie.

Długo o nim myślałem i żeby udzielić na nie wyczerpującej odpowiedzi, powinienem zacząć od nakreślenia szerszej perspektywy. W tym celu powstał rejestr badań, który teraz czytasz.

Zanim uświadomimy sobie w jaki sposób internet jutra może wpłynąć na naszą codzienność, musimy zrozumieć w jakie mechanizmy uwikłani jesteśmy dzisiaj.

Internet jest jednym z największych osiągnięć cywilizacyjnych ludzkości. Jednocześnie nie wykorzystujemy w pełni jego wszystkich możliwości. Powielamy wygodne schematy, spacerujemy po utartych ścieżkach. Personalizowane usługi budowane w oparciu o algorytmy sztucznych inteligencji może i są przyjemne w odbiorze i statystycznie prawdziwe, ale często bywają po prostu głupie.

Internet można zaprojektować w taki sposób, żeby zamiast generować problemy, zaczął je rozwiązywać. Głównym celem internetu jutra powinno być wyzwolenie od pracy dla algorytmów i odzyskanie sprawczości.

Nie jest to łatwe zadanie. Z pewnością przerasta ono nie tyle możliwości jednostki, co całej grupy. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy je zarzucić. Nie stoimy w jego obliczu sami. Zanim jednak poszukamy pomocy, musimy wiedzieć, co i dlaczego chcemy zrobić.